Dotąd tłumaczyliśmy sobie, że mniejsza o 650 tys. zł, państwowa dopłata do gminnego budżetu na rok 2014 to wyłącznie wina Warszawy. Tymczasem spowodowała ją zaniżona w latach poprzednich przez nasz samorząd stawka podatku rolnego. Bo skoro gminę rolniczą Książ Wielki było stać na małe wpływy z głównego źródła swoich dochodów, to w Warszawie wyliczono, iż takim „bogaczom” można także ograniczyć dotację. – A my wcale nie jesteśmy wyspą szczęśliwości – powiedział wójt Marek Szopa podczas ostatniej sesji rady (10 grudnia). I większość radnych przegłosowała podwyższenie podatku rolnego ze 100 zł za hektar do 112,50 zł.

Huma

 

            Jeszcze w listopadzie, radni zamierzali podatku rolnego nie podnosić, chociaż zrobiły to już wszystkie sąsiednie gminy. Ale gdy okazało się kilka tygodni później, iż szkołom samorządowym zabraknie w roku 2014 pieniędzy, trzeba było zmienić zdanie. – Zadecydowało dobro szkół, do których uczęszczają przecież nasze dzieci.  A są to głównie dzieci rolników – referował stanowisko komisji budżetowej, jej przewodniczący Paweł Oczkowicz.

Oczkowicz

           

            - Kiedyś musielibyśmy i tak przerwać to udawanie, że naszą gminę stać na najniższą w okolicy stawkę podatku rolnego. Bo przez to dotacje z Warszawy kurczyły by się równie szybko jak wpływy do budżetu. I wkrótce, zamiast jakichkolwiek inwestycji, spłacalibyśmy tylko długi – wyjaśniał Marek Szopa.

            W głosowaniu, za podwyższeniem  stawki podatku rolnego o 12,50 zł z hektara (ze 100 zł na 112,50 zł) była zdecydowana większość radnych – dwunastu. Przeciwko głosowało troje: Kazimiera Oracz, Barbara Zyguła i Janusz Madejski. Każde z nich tłumaczyło tę decyzję na swój sposób.

            Zdaniem radnej Kazimiery Oracz, nie wszystko „musi się odbywać kosztem rolników”. Są bowiem inne metody, przykładowo „oszczędności w budżecie gminy”. Tu wójt odpowiedział, że Książ Wielki jest gminą głównie rolniczą, a maksymalne oszczędności w budżecie już zostały zrobione.

            Do słów radnej Oracz nawiązał zaraz radny Janusz Madejski twierdząc, iż „w gminie pracuje za dużo urzędników i tam trzeba szukać oszczędności”. Ponadto, jak się wyraził, „szkoły można zamknąć, a już na pewno trzeba im ograniczyć pieniądze, by lepiej gospodarowały tym co mają”. I tylko machnął ręką na informację wójta, że u nas urzędników jest mniej, niż gdzie indziej, a szkoły muszą spełniać wytyczne ministra oświaty, zatem potrzebują dokładnie wyliczalną ilość pieniędzy.

            Z kolei radna Barbara Zyguła oświadczyła, nie wdając się w dyskusje, że „była i jest przeciwko podnoszeniu podatków”. I konsekwentnie, nie głosowała nawet za podniesieniem podatku od środków transportu. Temat: skąd zatem wziąć pieniadze do budżetu gminy? Równie konsekwentnie pomijała milczeniem.

            Po przegłosowaniu wszystkich uchwał, właśnie ta trójka radnych złożyła najwięcej zapytań do wójta. Ale nie w sprawach strategicznych, czy choćby ważnych dla gminy. Problem istotny dla radnej Zyguły stanowiły informacje „o nie podjeżdżaniu na czas w boczne ulice Książą Wielkiego firmy odbierającej śmieci”.  Radna Oracz skarżyła się na przerwane roboty przy rowach na drodze powiatowej w Rzędowicach. Natomiast radnego Madejskiego zainteresowały szpecące stolicę gminy, „osrane ubikacje za posterunkiem policji”.

Red.